orangewhitefair waskastandardszeroka malastandardduza
Start
Szynka konserwowa z zielonego groszku, czyli pancerna konserwa w barwach khaki. PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wpisany przez MAX   
poniedziałek, 07 stycznia 2008 14:56

194.gif



Niedawno otwierając puszkę szynki konserwowej przypomniałem sobie zdarzenie, które przytrafiło mi się w latach 80-tych. Jako młody chłopak odsługiwałem „dla Ojczyzny” tzw. zasadniczą służbę wojskową? W tym czasie nie było lekko. Wstyd się przyznać. Stan wojenny, wszystko na kartki. Ja miałem dobrą fuchę. Byłem instruktorem nauki jazdy. Większość czasu spędzałem poza jednostką ucząc jazdy samochodem ciężarowym. Niestety były i takie chwile, że trzeba było iść na wartę. To dopiero była nuda. Deptał człowiek jak ten „idiota” w te i nazad pilnując czegoś, co często nie przedstawiało żadnej wartości.


A wtedy było tak.





Zostałem przydzielony do pilnowania magazynu żywności. No na tamte czasy, było, czego pilnować. Noc przeminęła spokojnie. Około 12 w południe pod magazyn podjechała ciężarówka po dostawę żeru dla półkowej kuchni. Trwało to chwile, aż wojacy załadowali prowiant do samochodu. Kuchnia była jakieś 200 metrów od magazynu, więc nawet nie zapięli klapy. Samochód ruszył i w tej samej chwili trzy konserwy spadły na ziemię. No takie po kilogramie każda. Krzyknąłem za kierowcą, ale on mnie nie usłyszał. Chodziłem, omijając te konserwy z daleka. Pewnie doliczą się i ktoś po nie przyjdzie. Po godzinie nikt się nie zjawił, więc podtulałem je nogą pod mur magazynu. Czekam. Idzie zmiana. Raz, dwa, trzy załadowałem zdobycz pod panterkę i poszliśmy na wartownię.
- Co tam masz?(!!!) Wrzasnęli koledzy.
- Dawaj!
- Spokojnie panowie, zaraz zobaczymy.
Kolega, który często podwoził prowiant do kuchni obejrzał puszki.
- To jest szynka konserwowa. Na bank.
Konserwy były bez etykietek. Miały wytłoczony numer. To tak dla niepoznaki, żeby wróg nie wiedział, co w nich jest.
- No tak, ale ta jedna ma inną końcówkę. Powiedziałem.
- To nic. Na 100% szynka, tylko te dwie pewnie z innej partii.
- No dobra. Otwierajcie, ale tylko jedną. Te dwie zabieram do domu.
Chłopaki byli w niebo wzięci. Faktycznie szyneczka super. Pojedliśmy jak królowie. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że mogę jechać na przepustkę do domu. Fajnie. Moja narzeczona miała w tym czasie urodziny. Kurde faja, ale ja bez kasy. Żołd już dawno wydany. Co tu zrobić? Wiem. Jak pojadę na naukę jazdy podskoczę na wieś pod sklep mięsny i opędzluję tę jedną puszkę szynki. Pójdzie jak woda. Pod sklepem w Kuliszkach tłok był straszny. Mieli coś rzucić, ale jeszcze towaru nie było. Podszedłem spokojnie i mówię.
- Mam konserwę do sprzedania.
- A co to takiego?
- Szynka konserwowa.
W tym samym momencie usłyszałem wrzask tłumu.
- Za ile to sprzedasz?(!!!)
- Nooo nie wiem...(?)
Zaczęło się jak na licytacji. Jedna kobieta wrzasnęła.
- Ja daje litra bimbru! Druga, a ja dwa mendle jaj! Zrobiło się bardzo nieciekawie. Nagle ludzie się rozstąpili i ukazała się starsza pani w futrze, chyba z lisów, trzymając w ręce zielony banknot.
- Tyle wystarczy? Zapytała.
Kurka wodna to było 10 dolarów.
- Nooo nie wiem? - Co za głupia baba, pomyślałem. Przecież za taką kasę to może kupić kilka konserw w Pewexie.
- Masz tu jeszcze dwa do tego i chyba będzie dobrze? Teraz było wszystko jasne. Chce ludziom pokazać, że to ona jest tu panią. A zabieraj babo pomyślałem. Hrabianka jedna.
Oddałem konserwę i w nogi. Jaszcze kobitka się rozmyśli? W piątek pojechałem do domu. Zawiozłem oczywiście zdobytą konserwę. Rodzice się ucieszyli. Będzie na niedzielę. Narzeczona miała urodziny w sobotę, więc poszedłem do PEWEKSU, bo przecie wtedy nie było kantorów. Wydałem prawie, no bez kilku centów te 12 dolców. Sobie kupiłem spodnie jeansowe a mojej lubej perfumy. Nazwy już nie pamiętam, ale obrzydliwie drogie. W sobotę dostała je w prezencie. Była zaskoczona skąd biedny wojak wziął na to pieniądze. W niedzielę moja Mamunia kazała zaprosić przyszłą synową na kolację.
Wieczorem stawiliśmy się o ustalonej godzinie. Stół był suto zastawiony.
- Synku a może sałatki? Zapytała Mama.
- Wiesz Mamusiu, że nie lubię.
- Ale ta jest pyszna. (No nieeee jeszcze z zielonym groszkiem). Żart jakiś, czy co?
- Mamo ja nie lubię groszku.
- A szyneczkę z konserwy lubisz?
- No pewnie.
- No to jedz . Na zdrowie. Zgłupiałem. (???????)
Okazało się, że w tej puszce był zielony groszek.
- Ja go chyba zabiję!
- Kogo?
- Ja już wiem kogo.
- Ja mu dam świeżą partię. Ekspert od numerków.
Wieś, w której sprzedałem ową „SZYNKĘ KONSERWOWĄ” omijałem przez resztę służby. Chłopaki mówili, że jak zatrzymuje się tam samochód wojskowy, to lepiej z niego nie wysiadać. Od tamtej chwili minęło już szmat czasu. Przejeżdżam czasem przez tę wieś. Nigdy nie zatrzymałem się tam nawet na chwilkę.
Uraz jakiś, czy cóś ???????????

 

This content has been locked. You can no longer post any comment.