orangewhitefair waskastandardszeroka malastandardduza
Start Archiwum
Karnawał, czyli Zapusty PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wpisany przez MAX   
sobota, 12 stycznia 2008 21:45

karnawa.gif







Kto z nas nie zna karnawału? Chyba każdy wie co to takiego. Hulanki, swawole i przednia zabawa. Czas w którym trzeba się wyszumieć przed Wielkim Postem. Teraz ten post, to jest raczej umowny, ale kiedyś to był okres gdzie od Środy Popielcowej aż do Wielkanocy przestrzegano go w polskich domach. Nic więc dziwnego, że przed postem trzeba było trochę poszaleć i zgromadzić więcej tłuszczyku a i głowę ucieszyć w czasie zapustów.


Co wiemy o staropolskich zapustach?

Sam mało wiem o tym, więc posilę się tu tekstem znawcy tematu.


Autor : dr Andrzej Karczmarzewski

"Zapusty to tradycja właściwie dawno już zapomniana. Przypadały na trzy ostatnie dni karnawału i nazywano je także Mięsopustem albo "szalonymi dniami". Ta ostatnia nazwa chyba najtrafniej oddaje atmosferę, w jakiej spędzano ostatki karnawału.
Bawiono się bowiem wszędzie, zarówno po karczmach jak i chałupach. Mięsopusty od czarta wymyślone bardzo pilnie zachowują – biadał ks. Wujek w XIX w. Taniec, a także obfitość pożywienia służyły w tym czasie nie tylko dla uciechy, ale miały magiczny sens. Gospodynie zbierały się osobno i tańczyły "na len i konopie", wyskakując w czasie tańca jak najwyżej, by rośliny te wyrosły wysoko. Czasem mogło to przypominać sabaty czarownic, bo kobiety tańczyły z "kociubami" do rozgarniania węgli w piecu, gromko przy tym pohukując. Jeśli takie rozochocone "Baby" porwały przechodzącego mężczyznę, tańczyły z nim aż się nie wykupił piwem lub wódką.
Mężczyźni tańczyli "po karczmach" przez trzy dni, nie zaglądając do domów. Nic dziwnego więc, że mawiano, iż za każdą parą tańczył diabeł lub siedzi na piecu i skrupulatnie spisuje tańczących, zwłaszcza tych, którzy nie zauważyli, że minęła północ i zaczęła się Wstępna czyli Popielcowa Środa.
Przed zapustami bito świnie, a w "szalone dni" goszczono się tak długo, aż nie zjedzono wszystkich wyrobów. Wtedy przenoszono się do innego domu. Obfitość pożywienia miała charakter prowokacji urodzaju i dobrobytu, miała zapewnić dostatek pożywienia na cały rok. Należało więc jeść – jak mawiano – tyle razy, ile razy pies zamerda ogonem. Oprócz mięsa i wędlin zajadano się pierogami z jagłami, wieprzowymi żołądkami nadziewanymi kaszą a zwanymi "Maćkami" i smażonymi albo gotowanymi jajami. Raczono się i to w nadmiarze piwem i wódką. Nic zatem dziwnego, że w zapusty śpiewano:

Jak Cię nie żałować
Miły mój Zapuście
Cztery Szpyry w grochu były
A piąta w kapuście

Po domach krążyły liczne gromady Przebierańców, a wśród nich Cygan i Cyganka ze słomianym dzieckiem, Żyd, policjant, para młoda. Ale najbardziej charakterystyczne były draby. Chodzili parami: dziad i baba, tak doskonale ucharakteryzowani, że nawet sąsiedzi nie mogli ich rozpoznać. Ich wygląd odstraszał nie tylko dzieci. Mieli twarze wysmarowane sadzami albo zakryte maskami najczęściej z króliczych skórek, z dużymi czerwonymi nosami i wystającymi zębami. Głowy przystrajali szpiczastymi czapkami ze słomy lub sitowia. Byli pookręcani słomianymi powrósłami, a na plecach mieli wypchane garby. Składając życzenia zapewniali, że: Gdzie drab przybędzie, tam szczęście będzie.

Draby były głównymi postaciami zapustnych obrzędów. Ale gdzieniegdzie oprowadzano również maski zwierząt. W okolicach Tarnobrzega chodziły korowody z niedźwiedziem. Był on cały okręcony słomą. Prowadziła go na powrośle Kaśka – młody chłopak przebrany za kobietę. Oboje tańczyli w obejściach "na len i konopie", a gospodynie oskubywały niedźwiedzia ze somy, która potem podkładały pod gęsi siedzące na jajach, żeby wykluły się gąsięta.

Dla jednych zapusty były zabawą, dla innych istną torturą. Bowiem panny, które nie wydały się w czasie karnawału, zaprzęgano do kloców i oprowadzano po wsi na pośmiewisko. Prowadzono je do karczmy, gdzie musiały wykupić się wódką.
Podobnych, choć może nie aż tak drastycznych zabaw z opornymi do żeniaczki kawalerami i pannami, bywało po wsiach więcej. Ale zazwyczaj z nastaniem północy we wtorek zapustny, szalone zabawy raptownie kończono. Cichła muzyka, basista zrywał strunę u basów na znak, że nadszedł post. Cichły wesołe śpiewy, kobiety zdejmowały ozdoby i korale, by założyć je dopiero na Wielkanoc."


 

This content has been locked. You can no longer post any comment.